A-teizm, czyli niefortunna nazwa

Etykieta ateisty, podobnie jak człowieka niewierzącego, już z samej nazwy może stawiać człowieka w negatywnym świetle. W końcu mamy a-teizm oraz nie-wierzących, czyli ludzi w jakimś wymiarze na „NIE”. I nie jest to jedynie gra słowna, gdyż, przynajmniej w naszym kraju, terminy te istotnie oznaczają postawę odrzucenia światopoglądu religijnego, a zatem wystąpienie przeciw czemuś przyjętemu i powszechnie akceptowanemu.

Istnieje wprawdzie pozytywne określenie racjonalista, które interpretuję jako wiarę w siłę rozumu, argumentu i doświadczenia na drodze do poznania prawdy. Jednak nie jestem też zwolennikiem tej nazwy, gdyż może budzić niechęć z tytułu nadmiernego akcentowania roli rozumu, może kojarzyć się z wywyższaniem i snobizowaniem się.

Lubię jednak nazywać rzeczy po imieniu i nie chcę, żeby ktoś mógł odnieść wrażenie, że się kryję czy zasłaniam. Napiszę zatem wyraźnie: jestem ateistą. Nie przepadam za tą nazwą, jednak skoro już funkcjonuje, w dodatku w  wielu językach świata, to walczył z nią nie będę. Pozwolę sobie jedynie, na definicyjne wyjaśnienie, co ja przez to słowo dokładnie rozumiem:

ateista – człowiek o światopoglądzie świeckim, odrzucający religię i inne arbitralne systemy, za pomocą których podejmuje się próby wyjaśnienia natury i przyczyny istnienia świata.

Jak widać, jestem wobec ateizmu „na tak”, a niestety nawet w myśl własnej definicji jestem jednak człowiekiem „na nie”…

Przypadkiem tu jesteśmy…

Chciałbym teraz wskazać konstekwencje postawy niereligijnej. Przede wszystkim ateizm pociąga za sobą przekonanie o naturalnym pochodzeniu człowieka na Ziemi. Pisano o tym wiele razy, ale ja i tak zaznaczę, że ateizm i wiara są w konflikcie w tym kontekście, gdyż ten pierwszy pogląd zwyczajowo zakłada bezkierunkowość ewolucji. Krótko mówiąc: życie wzięło się na Ziemi z przypadku, a naturalny proces doprowadził do powstania organizmów samoświadomych. Pod tym stwierdzeniem mogę się podpisać, jestem do niego przekonany. Czy to rodzaj wiary? W jakimś sensie tak, gdyż samodzielnie nie prowadzę badań nad pochodzeniem człowieka, jednak wiara oznacza akceptację przy niedostatku argumentów, tymczasem ewolucjonizm ma aż nadto dobrze ugruntowane dowody naukowe (tekst Scientific American – po angielsku).

Nie wszystko wolno

Jeden z bohaterów książki „Braca Karamazow” Dostojewskiego, wypowiada sławne zdanie „Jeżeli Boga nie ma to wszystko jest dozwolone”. Kilka razy spotykałem się z tą opinią, nie mogę się nadziwić, że jest powtarzana, mimo, że tak bardzo jest błędna.

Ludzie nie są dla siebie dobrzy, dlatego, że ktoś zapisał przykazanie „Nie zabijaj”, tylko dlatego, że pewną moralność noszą w sobie niezależnie od religii.

Gdyby ateizm prowadził do zła, do przyzwolenia na wszystko, to u naszych sąsiadów mielibyśmy istny horror. Tymczasem tak zlaicyzowany kraj jak Czechy figuruje w statystykach przestępczości praktycznie na równi z Polską (Link1.Link2).

Kontrowersje: in vitro, aborcja, eutanazja

Istninieją problemy, których w łatwy sposób rozstrzygnąć się po prostu nie da. Chodzi o to, że prawo w danym państwie powinno odzwierciedlać moralne przekonania obywateli. Problem polega na tym, że brak jest wspólnego stanowiska wobec kilku istotnych kwestii. Generalnie wszyscy w Polsce zgadzamy się, że zabijanie ludzi jest złe. Różnimy się natomiast bardzo w odpowiedzi na filozoficzne pytanie: „czym jest człowiek?”. Ci, którzy są zdania, że ludzie mają wykształcone układy nerwowe, mózgi itp będą zazwyczaj przychylni aborcji w jakiejś formie – to typowe dla postawy ateistycznej. Natomiast osoby, które uważają, zgodnie z nauczaniem kościoła, że zespół komórek to już człowiek, przynajmniej potencjalnie, będą przeciw aborcji. Nie ma porozumienia i właściwie nie widzę jego możliwości: nie ma przecież granicy, kiedy płód staje się człowiekiem, nie ma jak przeprowadzić linii podziału.

Eutanazja to kolejna trudna kwestia, w sprawie której nie widzę prostej możliwości porozumienia się „stron”. Osoby wierzące są zdania, że życie jest darem, że należy je za wszelką cenę szanować. Ateiści chcą prawa do decydowania o swoim organizmie. Szans na porozumienie niewiele…

Ateizm z wyboru? A może chociaż agnostycyzm?

Naprawdę nie mam zamiaru nikogo do ateizmu namawiać. Ja wybieram ateizm z tego względu, że przekonywuje mnie intelektualnie, a racjonalne argumenty mają dla mnie dużą moc. Światopogląd jest w dużej mierze kwestią wychowania, a nie wyboru. Chociaż ja sam mam inny pogląd niż rodzice, to muszę przyznać, że pewnie za sprawą tego, że zawsze byłem zachęcany do czytania, zdobywania wiedzy i samodzielnego myślenia.

Niektóre osoby niewierzące określają się jako agnostycy, mnie jednak znacznie bliżej do ateizmu. Agnostycyzm wstrzymuje się od sądu o ewentualnym istnieniu albo nieistnieniu bytów nadprzyrodzonych. Ja nie jestem agnostykiem, jeżeli chodzi o cały szerego postaci ze świata mitologicznego, nie widzę zatem powodum, dla którego miałbym być agnostykiem w sprawie Boga, osobowego, czy bardziej abstrakcyjnego.  Agnostycyzm jest bardziej taktowny i ugodowy, głosi przecież, że „może cos jest, do końca nie wiadomo”. Ja natomiast, jakkolwiek byłbym kompromisowy i taktowny, mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że bytów nadprzyrodzonych nie ma.

Niewierzący, praktykujący

Znajomi czasem się dziwią, że obchodzę Święta, będąc otwartym ateistą. Ja nie widzę w tym nic niezwykłego, ale pomyślałem, że wytłumaczenie się może być interesujące. Święta katolickie to w naszym kraju tradycja, bardzo zresztą piękna. Są obchodzone zazwyczaj rodzinnie – ludzie składają sobie życzenia, dzielą się opłatkiem, czy też jajkiem. W Boże Narodzenie obdarowują się prezentami.

Nie widzę powodu, dla którego miałbym w świętach religijnych nie uczestniczyć, skoro np. obchodzę urodziny. Jedno i drugie należy do miłej tradycji. Po prostu dla mnie Święta mają inny wymiar – nie religijny, ale przede wszystkim rodzinny. Gdybym żył w innym kraju, możliwe, że obchodziłbym panujące tam, zupelnie odmienne zwyczaje. Chęć złożenia życzeń bliskim osobom, spożycie z nimi uroczystego posiłku, czy obdarowanie się prezentami, to są czynności bardzo pozytywne i dla mnie naturalne.

Na zakończenie

Napisałem ten tekst, żeby pokazać na własnym przykładzie możliwą postawę człowieka niewierzącego. Nie jestem w życiu codziennym, w rozumieniu katolickim, „niemoralny”, a już na pewno nie uważam, że „wszystko wolno”. Staram się wieść dobre życie, pomagam innym, chociaż wychodzi, oczywiście, różnie. Nie jest moją intencją zniechęcanie do wiary, natomiast chciałbym sprowokować do zastanowienia się na tematy światopoglądowe, gdyż filozofię, niezależnie od doktryny, uważam za bardzo pożyteczną dziedzinę.

 

 

 

 

 

9 myśli na temat “Ateizm, jestem na tak!

  1. Kilka lat temu przestałam wkładać się do szufladek. I muszę przyznać, że żyje mi się z tym o wiele lepiej. Potrzeba klasyfikowania samego siebie (i innych) jest bardzo ludzka, często jednak jej konsekwencje bywają… niezbyt przyjemne (warte głębszego przemyślenia). Dla mnie np. wiara w tzw. siły wyższe nie wyklucza wiary w darwinistyczną teorię ewolucji. Nie stawiam znaku równości między wiarą w boga/bogów a wysokim poziomem moralności. Nie stawiam go także między ateistycznym postrzeganiem świata a wysokim poziomem moralności. Nie używam tego znaku nawet w przypadku nauki i prawdy, gdyż wiem, że mało wiemy i do nauczenia pozostało nam jeszcze tak wiele…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za ten komentarz, cieszę się z niego. Uważam, że jest bardzo wartościowym głosem w dyskusji. Mamy trochę inne spojrzenie, ale to właśnie rozwija temat. Pozdrawiam!

      Polubienie

  2. W szkole w Nowym Jorku pojawiłam się z kompletną nieznajomością języka angielskiego, byli Koreańczycy, Niemcy, Francuzi, Japończycy, Afrykanie, Arabowie, Brazylijczycy, Kubańczycy..i już na pierwszych zajęciach określono granice, o czym nie będziemy rozmawiać. Tematy tabu to religia, aborcja, polityka….Nauczyciele wiedzą, że to rodzi konflikty. W co kto wierzy to jego indywidualna sprawa. O tym się nie dyskutuje. Wiara to nie nauka i niczego się w wierze z gruntu nie udowadnia. Albo wierzę albo wiem. Pozdrawiam i czytam dalsze wpisy. Zdjęcia mówią same za siebie.

    Polubienie

  3. Jeśli chodzi o filozofię, to może większość z nas ma gdzieś zakodowane, że egzystencjalizm (kult jednostki)
    i brak lęku przed Bogiem dał przyzwolenie faszyzmowi. Brak Boga kojarzy się zaraz z holokaustem. Tak może być, że to wojna ludziom pokrzyżowała światopogląd. Ja oczywiście na tym się nie znam, ponieważ jestem zwykłą kobietą bez uniwersytetów. Zapomniałam dodać,że fotografuje łąki, ale bez żadnej filozofii. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s