Chociaż istotną tego wpisu nie będą aspekty prawne zagadnienia wolności słowa, to pozowlę sobie zacząć od ważnego stwierdzenia, że w Polsce każdy człowiek ma zagwarantowaną prawnie wolność posiadania i głoszenia poglądów. Odniesienia do niej znajdziemy w szeregu aktów prawnych, m. in. w Konstytucji RP. Mnie zainteresowało szczególnie sformułowanie zapisane w Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności:

Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. (…)
Art. 54, Zasada wolności poglądów, źródło: LexLege

To by było na tyle, jeżeli chodzi o tak zwaną „teorię”. W rzeczywistości jest inaczej, a nie mam wcale na myśli jakiegoś szkodliwego działania Władzy, czy „grup wpływów”. Sądzę, że największe szkody związane z podważaniem moralnego prawa do wolności posiadania poglądów dzieją się w życiu codziennym. Chodzi mi precyzyjnie o to, że ludzie nie szanują wzajemnie swoich poglądów, odbierają sobie na wzajem prawo do bycia odmiennego zdania, myśląc o oponentach jako o głupcach, a często o nich też źle mówią.

Niedawno toczyłem rozmowę na tematy życiowe. Rozmówczyni zdziwiła się moim stanowiskiem i pod koniec serdecznie życzyła mi, żebym „zmienił zdanie„. Chodziło o sprawę mało ważną, więc jej w całości nie przytaczam, ale podaje ten przykład, żeby zauważyć, jak dużym brakiem szacunku, są życzenia „zmiany zdania„. Uważam, że zostałem potraktowany z wysokim nietaktem.

Często podobna sytuacja powtarzała się w kontekście spraw światopoglądowych. Zdarzało się, że moi rozmówcy życzyli mi odnalezienia Boga, albo wyrażali przekonanie, że w późniejszym wieku na pewno się nawrócę. Trudno mi to traktować inaczej jak wykpiewanie moich poglądów, sugerowanie, że moja postawa jest dziecinna i niedojrzała.

Ciekawe jak zachowaliby się moi rozmówcy, gdyby ktoś w dyskusji życzył im „odejscia od wiary”, albo sugerował, że „na starość przestaną wierzyć”. Sytuacja wydaje się skandalicznie niesymetryczna: mam duże wrażenie, że życzenie komuś bycia religijnym jest zupełnie inaczej traktowane niż życzenie odejścia od wiary.

Największy jednak problem widzę obecnie z szacunkiem do ludzi z odmiennymi poglądami politycznymi. Konwencje i konstytucja to jedno, tymczasem ludzie zachowują się zgodnie z myśleniem wziętym ze starej, dobrej komedii:

Sąd, sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

– „Sami swoi” [scena z filmu]

Mam wrażenie, że typowemu Polakowi w głowie się nie mieści, że ktoś może rzeczywiście uważać inaczej i w dodatku ma do tego pełne prawo, nie będąc przy tym żadnym idiotą. Zastanawia mnie skąd bierze się ta przemożna chęć zmiany poglądów innych. Czy kryje się za tym intencja narzucenia innym naszego sposobu zachowania?

Całkiem możliwe, że tym intensywniej przekonujemy innych, im sami czujemy się mniej pewni swoich poglądów. Dowodzą tego eksperymenty naukowe Davida Gala i Dereka D. Ruckera (USA). Idea serii doświadczeń była następująca:

Uczestnicy eksperymentu dzieleni są na dwie pod-grupy, przy czym w pierwszej z nich obinża się poziom samooceny, w drugiej podwyższa. Można to osiągnąć przez nakazanie pisania słabszą albo dominującą ręką. Można także wywołać porządane nastawienie, przez to, że uczestnicy zostaną poproszeni o przywołanie okreslonych wspomnień. Potem wykonywane jest zasadnicze ćwiczenie, polegające na przekonywaniu do danej opinii, np wyższości komputera PC nad Mac. Okazuje się, że bardziej żarliwie przekonywują Ci, których samoocena była obniżona.

Link do opisu eksperymentów (tekst po angielsku)

To bardzo ciekawa seria eksperymentów, jednak jestem przekonany, że wyniki nadal nie wyjaśniają wszystkiego.

Poglądy polityczne przekładają się na system prawny, czyli „co trzeba, a czego nie wolno” w danym Państwie. Możliwe, że wzbudzają tyle emocji, bo w jakiś metafizyczny sposób odczuwamy, że oponenci polityczni są odpowiedzialni za zakazywanie albo nakazywanie nam określonych rzeczy, niezgodnych z naszymi przekonaniami. Co gorsze, te zakazo-nakazy dotyczą nas i wszystkich ludzi nam bliskich, łącznie z dziećmi.

Troska o sprawy dziejące się w danym państwie może doprowadzić do braku troski o członków rodziny, z których poglądami się  nie zgadzamy.

Nie należy zapominać, że każdy ma moralne prawo do swoich poglądów, nawet sprzecznych z naszymi. Ograniczenie działań (np. całkowity zakaz aborcji) jest rodzajem pozbawienia pełni wolności, wynikającym ze stosowania wartości religijnych (najczęściej). Zakaz motywowany podłożem religijnym może osoby niewierzące irytować, ale jednak powinny one uznawać moralne prawo do poglądów osób wierzącyh i vice versa. Pozwolę sobie zauważyć, że „zakaz kradzenia” jest też ograniczeniem wolności – człowieka, który akurat ma ochotę coś ukraść. Zatem podpieranie się „prawem do wolności”, nie ma sensu. Jak pisałem w tym wpisie o ateizmie, kwestia aborcji to problem ontologiczny – kiedy zaczyna się człowiek? Mam swoje zdanie na ten temat, ale jest ono niestotne. Najważniejszym jest, żeby respektować moralne prawo do poglądów innych.

Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć niekoniecznie śmieszny, ale wcale całkiem mądry dowcip:

Dwaj żydzi, Icek i Jakub, nie mogli dojść do porozumienia. Poszli po radę do rabina.

– Rebe, rebe, mam ogromny problem. Zagrałem w Toto-lotka za pieniądze pożyczone od Jakuba i szczęśliwie wygrałem. On się teraz denerwuje, mówi, że wygrana się mu należy, ale chwileczkę, przecież to ja zaznaczyłem liczby, ja kupiłem los, wygrana jest moja! – krzyczał Icek.

– Masz racje… – odparł Rebe,

– Rebe, zaraz, przecież Icek nie miał ani grosza. Gdybym mu nie pożyczył, to do dziś by biedował. To tylko dzięki mnie wygrał! Coś mi się chyba z tego tytuł należy, ta wygrana jest tak naprawdę za moje pieniądze, więc przynajmniej częściowo moja!

– Hmm… masz rację! – odparł znowu Rebe.

– Zaraz! Ja powiedziałem swoje, to Rebe stwierdził, że mam rację, Jakub powiedział swoje zdanie, Rebe przyznał rację jemu. NIE MOŻE BYĆ TAK, ŻE OBYDWAJ MAMY RACJE!

– Masz rację… – zadumał się Rebe…

Życie jest pełne paradoksów. Myślę, że dowcipy i bajki mają m. in. za zadanie oswajać nas z absurdami i paradoksami życia. Miejmy na uwadzę moralne prawo do poglądów, bo jak w tym żydowskim kawale, wszyscy przecież mamy rację.

3 myśli na temat “Moralne prawo do poglądów

    1. Mój brat był w Anglii parę lat i pewnego dnia napisał, że znajomi zaprosili go do pubu na drinka. Brat chętnie poszedł do baru i jakie było jego zdziwienie, kiedy pierwszy raz odpowiedział, że nie pije alkoholu. Nikt nie zapytał drugi raz, nikt się temu nie zdziwił, nikt nie wyraził żadnej dezaprobaty. Tylko mój brat był zdziwiony ich brakiem zdziwienia. Nie pijesz w Anglii, we Francji, w USA is fine. W Polsce, oczywiście niecałej i nie wszyscy (nie lubię wypowiadania się w imieniu wszystkich Polaków i za Polskę) większość z nas pije jakieś tam ilości alkoholu, ale reakcja na niepijącego w pubie nie jest tak jednoznaczna, jak w innych krajach zachodnich. To chyba temat dla socjologa. Nie każdy napotkany człowiek jest potencjalnie uświadomionym w temacie demokracji, duchowości, empatii..itd… Nie wszyscy czytamy ”Przebudzenie A.De Mello z super przypowieściami, czy Alchemika P.Coelho, nie da się kążdej wypowiedzi ludzkiej zamienić w złoto. Brak oczekiwań w podróży to brak rozczarowań. Jest, jak jest…… a najgorsze, że ma Pan rację…Ja się z tym zgadzam, nawet jak inni też mają rację….

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s