Historia ta miała miejsce kilka lat temu, ciepłą wiosną. Jechałem po wykładach metrem w stronę domu, a że poruszałem się akurat poza godzinami szczytu, to w wagonie było prawie pusto i miałem miejsce siedzące. Zainteresowałem się, gdy na stacji Pole Mokotowskie wsiadły dwie, bardzo ładne, a w dodatku wesołe, dziewczyny. Były w wieku studenckim, można zatem spekulować, że uczyły się na SGH, ale tego nie wiem i nie ma to zresztą znaczenia dla dalszej historii.

Istotnym jest natomiast, że prowadziły głośną, bardzo ożywioną rozmowę, nie zwracając uwagi na otoczenie. Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, przeciwnie, było mi niezmiernie miło podróżować w ich towarzystwie.

W pewnym momencie dostrzegłem, że jedna z nich, siedząc z założoną nogą na nogę, bawi się swoim bucikiem. Było to jakieś letnie obuwie, które najwyraźniej łatwo zsuwało się z pięty. Rozmawiając ze swoją koleżanką, dziewczyna bujała bucikiem na samych palcach u stopy.

Obserwowałem to jej wahadełko przez chwilę, po czym wpadł mi do głowy szalony pomysł: ukradnę jej tego buta! Nie chciałem oczywiście zabrać go na zawsze, chodziło o to, żeby przywłaszczyć go sobie na chwilkę. Mógłbym wtedy zobaczyć zaskoczenie wobec faktu, że para jej obuwia została nagle przez kogoś obcego zdekompletowana!

Planowane przedsięwzięcie miało ogromne szanse powodzenia, gdyż dziewczyna była tak zaaferowana rozmową, że z pewnością nie zarejestrowałaby moich podchodów. Mogłem zresztą udawać, że schylam się zasznurować własne buty. Sprawa wydawała się prosta.

Jechałem jednak i dręczyłem się, czy mam tego buta zabrać, czy też nie zabrać? Miałem ogromną ochotę wyciąć ten numer, ale jakoś nie mogłem w sobie znaleźć odwagi. Pewnie Was nie zaskoczę i z żalem przyznaję się, że kradzież buta nie nastąpiła, a udaremniłem ją ja sam, bo po prostu się nie odważyłem…

Czego ja się bałem? Nie groziły mi przecież żadne konsekwencje. Jestem przekonany, że te wesołe dziewczyny poznałyby się na żarcie. A nawet jeżeli nie, to przecież z tytułu takiej kradzieży nikt by nie wezwał policji ani ochrony metra. Kilka osób jadących tym wagonem pewnie byłoby zaskoczonych, ale cóż z tego? Może ktoś by się uśmiechnął czy nawet roześmiał. Nic złego  nie mogło mi się przytrafić, byłoby wesoło, a w najgorszym razie trochę niezręcznie.

Wspominałem i opowiadałem tę historię wiele razy, gdyż w pewnym sensie stała się dla mnie symboliczna, metaforyczna. Tak często zdarza się, że obawa przed tym, co sobie ludzie pomyślą powstrzymuje  mnie albo innych przed zrobieniem czegoś szalonego, niezwykłego.

Życie powinno być wesołe i kolorowe, więc nie pozwólmy, żeby „uspołecznienie” powstrzymywało nas przed kontaktami z nieznajomymi, przed robieniem rzeczy, które ktoś może odebrać jako dziwactwo.

Wystosowuję zatem gorący apel: niech sobie ludzie myślą co chcą, a my kradnijmy buty przy każdej nadarzającej się okazji!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s